Uncategorized

Idź prosto z płaską stopą”. Zademonstrowała energiczny, ale spokojny spacer

Idź prosto z płaską stopą”. Zademonstrowała energiczny, ale spokojny spacer

Moc pozytywnego myślenia była nawet reklamowana młodszemu zestawowi. W 1906 roku w czasopiśmie młodzieżowym ukazała się historia zatytułowana „Myślenie jedna puszka”. Po tym, jak większe lokomotywy odmawiają wciągnięcia pociągu przez trudne wzgórze, powołując się na niemożliwe warunki, mniejszy lokomotywa zgłasza się na ochotnika. Nawet jeśli wydaje się wątpliwe, aby mała lokomotywa osiągnęła to, czego nie mogą większe lokomotywy, mniejsza lokomotywa z powodzeniem prowadzi pociąg przez wzgórze, skandując: „Myślę, że dam radę, myślę, że dam radę, myślę, że dam radę”. W 1930 roku historia pojawiła się ponownie pod tytułem, który nosi do dziś: Mały silnik, który może. Kiedy czytamy tę historię dzieciom, uczymy je, że pozytywne myślenie czyni niemożliwe możliwym. Fabuła małej lokomotywy nie jest z natury fascynująca ani ponadczasowa; to, co sprawiło, że ta historia przetrwała od ponad 100 lat, to wzmocnienie naszych najbardziej cenionych przekonań kulturowych.

W 1922 roku Francuz o nazwisku Emile Coué wprowadził Amerykę do Couéism, czyli autosugestii. Podobnie jak Quimby, Coué wierzył, że reżim autohipnozy poprzez afirmacje może wyleczyć dolegliwości, zastępując „myśli o dolegliwości” „myślami o wyleczeniu”. Jego książka „Self Mastery Through Conscious Autosuggestion” natychmiast stała się bestsellerem. Coué ukuło słynne stwierdzenie: „Z dnia na dzień pod każdym względem staję się coraz lepszy”.

Urodzony w 1898 roku Norman Vincent Peale rozwinął swoją teorię pozytywnego myślenia, aby przezwyciężyć swój „kompleks niższości”. Pastor Marble Collegiate Church w Nowym Jorku, Peale stworzył świecki magazyn Guideposts w 1945 roku jako forum inspirujących historii. Ustawił się na skrzyżowaniu religii i samopomocy, co wzmocniło jego przesłanie do szerszej publiczności. Kiedy The Power of Positive Thinking ukazał się w 1952 roku, pozostawał na liście bestsellerów przez 186 kolejnych tygodni. W The Power of Positive Thinking Peale zachęca czytelnika, by „stał się potencjalnością”. Bez względu na to, jak beznadziejne i mroczne mogą wydawać się rzeczy, zawsze powinieneś zachowywać pozytywne nastawienie. Zawsze powinieneś sobie wyobrażać, że odnosisz sukces. „Nie twórz przeszkód w swojej wyobraźni” – ostrzega. Pomimo krytyki ze strony środowiska psychologicznego, w tym psychoanalityka, z którym rozwijał swoje teorie, miał cotygodniowe audycje radiowe zatytułowane Sztuka życia, które ukazywały się przez 54 lata. Ronald Reagan przyznał mu Prezydencki Medal Wolności w 1984 roku.

* * *

Pewnej sierpniowej nocy setka nastolatków i ja stanęliśmy przed ogromnym ogniskiem, czekając na spacer po rozżarzonych węglach. Pogoda była niezwykle chłodna, ale przy ognisku było gorąco. Dzieciaki żartowały i popychały się nawzajem, ale też wydawały się przestraszone.

Jedno dziecko drugiemu: „To jak medytacja, prawda?” Drugie dziecko, uspokajające: „Tak. to wszystko jest w Twojej głowie.” Zatrzymał się, żeby się zastanowić. „Ale powinieneś iść żwawo”.

Przyjechałam do Omega Teen Camp kilka godzin wcześniej. Obóz był własnością i był zarządzany przez Instytut Omega w Rhinebeck w stanie Nowy Jork. Dobrze znane w kręgach samodoskonalenia tematy zajęć w Omega Institute obejmują zakres od praktycznych (radzenie sobie ze strachem) przez aspiracje (rozwój osobisty) do po prostu wariackich (szept drzew). Obóz dla nastolatków ma na celu zapewnienie Omegi siły, którą zapewnili Omega père (głównie biali ludzie z wyższej klasy średniej) od 1977 roku.

Obóz znajdował się w Holmes w stanie Nowy Jork, cichym, zielonym miasteczku, w którym brakowało oznakowań drogowych. Nancy, wysoka i muskularna kobieta, doglądała ognia, z brązowymi włosami związanymi w kucyk. Miała opaloną, szorstką skórę, https://produktopinie.top/ taką, jaką daje ciągłe przebywanie na zewnątrz lub regularne pochylanie się nad ogniem. Nosiła bejsbolówkę z płomieniami z boku. Jej twarz była poczerniała jak kominiarz i nosiła ciężkie ognioodporne rękawice. Niosła stalową grabie i co kilka minut odświeżała węgle, wygarniając je z wciąż płonącego ognia, gdy mruczała do siebie: „Nie jest tak duży, jak bym chciała”.

Nancy krzyknęła do niespokojnego tłumu: „Bądź cicho!” Nastolatki, które wydawały się wahać między okresami skrajnego zmęczenia i nadpobudliwości, a obecnie znajdowały się w nadpobudliwości, stawiały opór. „Chodźcie, chłopaki”, powiedziała Nancy, „naprawdę musimy postarać się, aby przestrzeń była święta”. Poprosiła ludzi, którzy nie zamierzali wziąć udziału w konkursie, aby przeszli na drugą stronę boiska i przypomniała nam, że jeśli niedawno przeszliśmy udar lub mamy cukrzycę, nie powinniśmy chodzić po ogniach. Przypomniała nam również, abyśmy zdjęli biżuterię z palców.

„Wiele osób pyta mnie, czy się spalę?” powiedziała Nancy do dużego zgromadzenia. „Nie palimy się. Całujemy się. Zostajemy pobłogosławieni, jako przypomnienie tego, jakie są twoje zamiary i co masz zrobić. Gdy tu wejdziesz, stań przed ogniem. Módl się. Zamierzać. Otwórz swoje serce. Idź prosto z płaską stopą”. Zademonstrowała energiczny, ale spokojny spacer. „Nie skacz śmiesznie. Nie uciekaj. Każdy, kto ma udar lub ma trudności z chodzeniem, nie rób tego. Zaśpiewajmy.”

Obozowicze i opiekunowie zaczęli śpiewać niemelodyjną piosenkę:

Ziemia moje ciało, nawadniaj moją krew, wejdź w mój oddech i odpal mojego ducha.

Śpiewali tę niesamowitą pieśń żałobną w kółko, gdy Nancy rozrzucała węgle. Niebo pociemniało, pociemniało. Zacząłem dostawać dreszczy.

Sekretem chodzenia po ogniu okazała się prosta fizyka.

Rytualne chodzenie po ogniu sięga 1200 roku p.n.e. W latach 30. XX wieku zjawisko to było badane w londyńskim Narodowym Laboratorium Badań Psychicznych, kierowanym przez Harry’ego Price’a, który zrobił badania i karierę dzięki ujawnianiu oszukańczych praktyk mistycznych. Price zyskał sławę, gdy ujawnił zdjęcia duchowe Williama Hope’a jako mistyfikacje i przeprowadził eksperyment „czarnej magii”, w którym próbował zmienić kozę w młodego mężczyznę (to nie zadziałało). Price, obserwując z pierwszej ręki chodzący ogień, postanowił odpowiedzieć na szereg pytań, między innymi: „Czy chodzenie po ogniu opiera się na oszustwie? Czy ktoś może to zrobić? Czy wykonawcy przygotowują stopy? Czy mogą przekazać swoją rzekomą odporność na poparzenia innym osobom? Czy trzeba być w ekstatycznej lub wzniosłej pozycji?”

Sekretem chodzenia po ogniu okazała się prosta fizyka. Drewno ma niską przewodność. Zdolności izolacyjne Asha i szybkie tempo uchronią kogokolwiek przed poparzeniem. Jak powiedział mi jednoznacznie instruktor fizyki z University of Pittsburgh, David G. Willey: „Możesz położyć rękę na bardzo, bardzo gorących węglach bez spalania”.

Adam Simon, dyrektor obozu, był łysiejącym mężczyzną o pociągłej twarzy po pięćdziesiątce, z włosami koloru soli i pieprzu. Szymon, który miał ciemne oczy i miły wyraz twarzy, emanował skostniałym szczęściem, jakie często spotyka się wśród duchowo oświeconych. Delikatnie dotknął mojego ramienia i zapytał, czy zamierzam chodzić na ogień, dodając: „Najgorsze, co może się zdarzyć, to kilka małych oparzeń na stopach. Jakbyś miał zapałkę do stopy.

Starałem się ułożyć moje rysy w coś, co, jak sądziłem, można by przeczytać jako zamyślony, szczery wyraz twarzy, kontemplujący ogień. Prawdę mówiąc, nie miałem najmniejszego zamiaru chodzić po rozżarzonych węglach. Moja intelektualna skłonność do odwagi i społeczne pragnienie bycia akceptowanym były pod każdym względem przebijane przez to, co uważałem za rozsądny i ewolucyjnie uzasadniony lęk przed podpaleniem stóp.

Mężczyźni z pawiami odważnie próbowali natchnąć ten duchowy rytuał podtekstem seksualnym. jeden z chłopców chwalił się: „Wolę chodzić [po węglach] wolniej, ponieważ jest to bardziej uduchowione”. Niektórzy z nich zdjęli koszule. Rozważałem fakt, że ten obóz kosztował ich rodziców kilka tysięcy dolarów.

Kiedy czekaliśmy, aż ogień zgaśnie w rozżarzonych węglach, próbowałem przeprowadzić wywiad z kilkoma nastolatkami, którzy byli bardziej zainteresowani całowaniem się ze sobą. Nastoletnie ciała skupione jak rzędy pąkli. Po zignorowaniu przez co najmniej 30 ponurych obozowiczów znalazłem dwie dziewczyny na tyle uprzejme, aby odpowiedzieć na moje pytania. Wyjaśnili, że wcześniej odbyła się ceremonia rozpalenia ognia. Dziewczyny mówiły tonem szczerym nonsensem; coś o tym, jak ktoś ustanawia „intencję” przejścia przez ogień, że ta intencja polega na skonfrontowaniu się ze strachem i odnalezieniu swojej mocy, i że musisz zachować tę intencję w swoim sercu.

„Jaki jest zamiar?”

Powiedzieli, że intencja, prawie zgodnie, była czymś w rodzaju mantry. „Na przykład”, wyjaśniła pewna dziewczyna, „w zeszłym roku chciałam być piękna. Powtórzyłem to, idąc przy ognisku. Wkraczasz w nowe życie. Ustalasz nową intencję, jak żyć. Czujesz się silniejszy.

– I nie zostałeś ranny?

“Nie. To było jak chodzenie po chmurze. Albo na ciepłym piasku”.

Byłem bardzo sceptyczny i musiało to się natknąć na mojej twarzy, ponieważ druga dziewczyna powiedziała: „Czasem dostajesz pocałunek w ogniu”, powołując się na słodki neologizm obozu dla poparzonej stopy, imponujący kawałek językowego legerdemain.

„Jeśli nie masz zamiaru, nie powinieneś tego robić” – powiedziała pierwsza dziewczyna i oboje skinęli głowami z ogromną powagą.

Trzech chłopców biło w bębny bongo przy ognisku, tworząc niespokojną atmosferę. Nastolatki z zapałem śpiewały swoją pieśń ognia, zbytnio przypominając mi o Władcy much. W końcu Nancy przerwała piosenkę i powiedziała: „Chodź, kto chce chodzić”. Podekscytowani pobiegli w stronę ognia w chaotyczny, ślepy sposób. „Linia jednoplikowa!” – wykrzyknęła terapeutka o jasnych włosach, pomalowanych na twarz i przekłutym pępku.

Dzieciaki narzekały, ale niechętnie ustawiły się w przybliżonej kolejce. Zaczęli chodzić po rozżarzonych węglach: po jednym na raz, po rozżarzonych łożach żarzących się na pięć stóp szerokości i osiem stóp długości, czyli około trzech kroków. Z węgli wciąż strzelały płomienie. Byłem pod wrażeniem. Niektóre dzieciaki w kolejce nie wydawały się tak skoncentrowane. Jeździli konno, popychając się nawzajem, drażniąc się: „Jakie masz zamiary?” Ale kiedy zbliżyli się do ognia, szybko się zamknęli.

Było bębnienie, klaskanie, zawołania. Każdy dzieciak przeszedł przez rozżarzone węgle, przywołując okrzyki zachęty, i wpadł w ramiona dwóch nastoletnich dziewcząt, które utworzyły samozwańczą linię przyjęć, składającą się z uścisków. (Nastoletni chłopcy wydawali się szczególnie podekscytowani tym.) Była to okazja do walidacji rówieśniczej, której większość nastolatków nie widzi w liceum i której naprawdę nie można przecenić. Były takie szczęśliwe, takie dumne, tak akceptowane, tak blisko kobiecych piersi. Chodzenie po ogniu okazało się potężną anodyą dla szczególnego złego samopoczucia, niepewności i cierpienia pozbawionego praw obywatelskich, które towarzyszą byciu nastolatkom. To było dla mnie zaskakująco wzruszające, ponieważ tak wiele dla nich znaczyło.

"To nie jest nasza najgłębsza obawa, że ​​jesteśmy nieadekwatni. Naszym najgłębszym lękiem jest to, że jesteśmy potężni bez ograniczeń." Czy to prawda?

Obozowicze kilkakrotnie szli po węglach. Gdy tylko skończyli, ochoczo wskoczyli z powrotem na koniec kolejki. Widziałem, jak tylko jeden dzieciak się wahał. było teraz ciemno jak smoła, a węgle jarzyły się głębszą, bardziej ognistą czerwienią. Pod koniec ceremonii niechętnie dołączyłem do kolejki. Niepokój walnął mi w brzuch. Mając przed sobą tylko trzy osoby, Nancy zatrzymała kolejkę i grabiła świeże, rozżarzone węgle.

Miałem trudności z normalnym oddychaniem. Adrenalina wypełniła moje ciało, kłując ramiona i nogi tysiącami malutkich, niewidzialnych igiełek.

Osoba przede mną chodziła po węglach. Byłem następny. Pomimo mojego lęku, nauka w końcu wygrała. Chodzenie po węglach wcale nie bolało. To było jak chodzenie po ciepłym piasku. Odczułem głęboką ulgę i muszę przyznać, że pogratulowałem sobie. Wątpię, czy w najbliższym czasie zostanę skoczkiem na bungee, ale zauważyłem intensywną i przyjemną ulgę, która towarzyszy strachowi napędzanemu adrenaliną.

Nancy zakończyła ceremonię. Gasząc ogień, powiedziała: „Nie obawiamy się, że jesteśmy niewystarczający. Naszą najgłębszą obawą jest to, że jesteśmy potężni bez ograniczeń”. Zastanawiałem się nad jej słowami. Czy to prawda? Czy mam pojęcie, o czym ona mówi? Czy była jakaś różnica między jej dwoma zdaniami, praktycznie mówiąc?

Powiedziała spokojnie, z przekonaniem: „Twoim celem na ziemi jest objawienie chwały Boga, Allaha lub kogokolwiek się modlisz”.

Noc się skończyła. Było tak ciemno, że nie widziałem swoich stóp. Wytarłem katar skarpetką. Nancy powiedziała: „Pokaż światu swoje światło”. Nastolatki wiwatowały i klaskały, a ja wydawało mi się, że słyszę, jak ktoś uderza krowim dzwonkiem.

* * *

Mój ojciec zawsze stawiał czoła wyzwaniom z mieszanką optymizmu i głupoty, które często polegały na pisaniu piosenek o problemach, zamiast stawiania im czoła. Jako dziecko podobało mi się to. Kiedy mój wrogi przyrodni brat, nastolatek tak wściekły, że zawsze wydawał się o jeden napad złości od oskarżenia o zabójstwo, dręczył domowników swoimi nastrojami, mój ojciec ułożył piosenkę. Nie pamiętam, jak poszło; tylko, że śpiewaliśmy to z zapałem w aucie. Kiedy on i moja obecna macocha mieli problemy, wymyślił piosenkę „Leavin’ Love Alone”. Pamiętam kilka tekstów do tego utworu, prawdopodobnie dlatego, że nauczyłem się grać na pianinie, gdzie śpiewaliśmy go, gdy nie było jej w domu. Miał bluesowy, żałobny ton:

Pakuję walizki Dziś wyjeżdżam Jeśli listonosz będzie próbował mnie znaleźć Powiedz mu, że przeprowadziłam się daleko Jadę do Nowego Orleanu To miasto muzyki i marzeń Utopę smutek w butelce piwa I talerzu suma z fasolą Bo odchodzę, zostawiam miłość samą. . .

Mój ojciec ani nie spakował swoich toreb, ani nie utopił swoich smutków w talerzu z sumem i fasolą, ale te małe alternatywne wszechświaty, proste i śmieszne, unosiły się nad krajobrazem, zapewniając nam rozrywkę i rozproszenie. Unieruchamiali nas też na stałe w sytuacjach, z których chwilowo pomogli nam uciec. Pozytywne myślenie może wyglądać jak staromodne zaprzeczenie. To, co nazywaliśmy optymizmem, często powodowało rodzaj dysonansu poznawczego, który później nazwałem „mgłą”. Bycie we mgle było jak ostatnia chwila świadomości przed zaśnięciem. Jesteś na skraju zobaczenia czegoś, ale potem to znika i zapominasz o tym. Mgła chroniła mnie przed dostrzeżeniem, że nasze postawy nie zawsze odzwierciedlają naszą rzeczywistość. Właśnie wtedy, gdy byłam na granicy złości lub smutku, mgła ogarnęła mnie, aż poczułam się lekka i przyjemnie zdezorientowana.

Ostatecznie afirmacje i wiara w moc własnego umysłu powinny być używane jako tylko część arsenału narzędzi przeciw rozpaczy, arsenału, który obejmuje przyznanie się do rozpaczy. Niedawno zapytałem tatę, dlaczego w młodości był tak nieubłagany pozytywnie nastawiony i dlaczego nieustannie ładował nawet nasze najzwyklejsze rozmowy imperatywnymi afirmacjami. Czy on tylko dokuczał mi? Odpowiedział przez e-mail:

Cześć przyjacielu,

Choć to banalne, starałem się przekazać, że masz odpowiedzialność i moc kształtowania własnego życia.

Kontekst był oczywiście taki, że [moja druga żona, teraz była] zachowywała się jak szalona, ​​sytuacja z [moją trzecią żoną] była szalona. Innymi słowy, miotała cię burza neurotyków i nie byłam pewna, czy zbytnio pomagałam. Jak pamiętasz, lubię też w kółko powtarzać zdania, podobnie jak mój tata.

Miłość, twój tato

Pozytywne myślenie ma niezaprzeczalne korzyści – wydłużenie życia, zmniejszenie depresji, mniej stresu. Uważa się nawet, że zapobiega zawałom serca i zwykłym przeziębieniom. Czasami różnica między szklanką do połowy pełną lub do połowy pustą polega na prostej zmianie perspektywy.